Pandemia i co po niej?

Temat, który zajmuje nasze myśli od początku roku, światowa epidemia, zdaje się być na etapie, w którym mówimy już o przyzwyczajeniu. Mówi się, że w połowie miesiąca ruszy gastronomia. Oby, bo przecież bez niej walory wypoczynkowe, turystyczne regionu okazać się mogą zbyt mało atrakcyjne dla osób, które ze względu na ograniczenia w podróżowaniu zmuszone będą myśleć o wypoczynku krajowym.

Niech ten zapraszający gest spotka każdego, kto kocha jeść a na #Kaszuby się wybiera.

Myśląc o wakacjach i jedzeniu, które podawać się będzie na Kaszubach nie mogę pominąć nurtu związanego z kuchnią regionalną. Wynika to z tego, że w obecnej sytuacji, na wakacje wybiorą się ludzie posiadający wystarczające zasoby gotówki by korzystać z najlepszych ofert. Ludzie ci z reguły dobrze znają dania europejskie, kuchnię orientalną, włoską, więc pytaniem jest to, czy przyciągnie ich oferta kolejnej pizzy, czy ramenu…

Tak, pytaniem jest to, czy proponować ludziom, którzy przyjadą na Kaszuby kolejny talerz perfekcyjnie zmiksowanej w robocie znanej marki kremu z ziemniaka, czy może zaproponować prostą kompozycję znanej od lat przegotówki, w której w maślankowej kąpieli odnajdziemy dorodnego kartofla. Ja oczywiście jestem za tym drugim. Zapraszajmy gości na coś oryginalnego, nieodkrytego, nieoczywistego dla nich, a jednocześnie z racji prostoty produktów, na coś arcy jednoznacznego,  na coś co da się opisać słowami znanymi konsumentowi, a nie szefowi kuchni.

Wszystkim gastronomom życzę szybkiego powrotu do pracy i skutecznego odbudowania tego, co przez lata budowane mogło być wstrząśnięte wieloma tygodniami przymusowej przerwy.